AFF Fiction Portal

Fairy Tail: Dziedzictwo

By: Ormael13
folder Misc. Non-English › Anime
Rating: Adult +
Chapters: 17
Views: 1,458
Reviews: 0
Recommended: 0
Currently Reading: 0
Disclaimer: Fairy Tail i wszelkie postacie tam występujące są własnością Hiro Mashima. Nie mam żadnych zysków z pisania tego fanficka.
arrow_back Previous

Czemu MOJE serce tak boli? cz�� 1

Rozdział 17: Czemu MOJE serce tak boli? część 1

Kiedy jej wzrok zaczął wracać po tymczasowym oślepieniu rozbłyskiem czuła, że leży na czymś miękkim. Wsłuchując się w dochodzące z otoczenia odgłosy zdołała wywnioskować, że jest w jakimś pomieszczeniu.

"Mój pokój?" przez chwilę była zdumiona rozglądając się po pomieszczeniu. Spojrzała na swoje dłonie ale były całkiem normalne bez śladów łusek lub wydłużonych pazurów zamiast paznokci. Odkrywając nieco pościel, w której leżała sprawdziła swoje nogi, które również były normalne.

"Czyżby to był sen?" dotkneła dłonią swojej twarzy ale i ona zdawała się całkiem normalna. Wstała i przeszła się po pokoju, który okazał się jej własnym.

"Jestem spowrotem u siebie?" na chwilę zatrzymała się przed lustrem. Chwilę wpatrywała się w swoją sylwetkę zanim nie ruszyła ku szafie. Szybko znalazła w niej coś aby zamienić znacznie zniszczone ubranie na mniej zużyte.

'Czemu są w tak złym stanie,' zamyśliła się kładąc zdjęte ubrania na krześle.

"Huh?" w świetle palących się w pomieszczeniu pochodni zauważyła jakieś ślady na leżącym ubraniu. Sięgając po nie i oglądając bliżej ze zdumieniem stwierdziła iż były to ślady z zaschniętej krwii. Odruchowo spoglądając na swoje ciało nie znalazła nigdzie nawet najmniejszego zadrapania.

"Już wróciłaś?" usłyszała gdzieś zza siebie. Obracając się zobaczyła stojącą w drzwiach komnaty służącą.

"Wróciłam?" spojrzała lekko zdezorientowanym wzrokiem.

"Z wyprawy w celu wytropienia tamtej mrocznej gildii. Ale wojska jeszcze nie wróciły," służąca patrzyła na Knightwalker jakby zobaczyła ducha.

"Wojska? Nie wróciły?" próbowała sobie przypomnieć ale wspomnienia ostatnich godzin były wciąż mgliste. Obrazy bycia otoczonej przez grupę uzbrojonych mężczyzn, jęki konających, przekleństwa pod jej adresem. Tylko to zdołała sobie przywołać z pamięci.

"Wszystko w porządku?" służąca zachowując ostrożność zaczeła iść ku Erzie.

"Tak. Zostaw mnie samą," niemal krzykneła rudowłosa kobieta. Na to służąca zatrzymała się w pół kroku i odwróciwszy się natychmiast ruszyła ku drzwiom. Kiedy już została sama w pokoju podeszła i usiadła na łóżku. Pół godziny później zawitał do niej niższy starszy mężczyzna.

"Erza jak dobrze, że jesteś i jak widzę masz chwilę czasu," zaczął Byro. "Właśnie potrzeba nam twoja pomoc aby zdjąć pieczęć z dwóch przedmiotów jakie ostatnio zdobyliśmy. Myślę, że mogą to być jakieś interesujące okazy broni."

"Zostaw mnie," wycedziła przez zęby nawet nie patrząc w jego stronę. Przez chwilę wahał się zanim nie ruszył ku drzwiom.

"Ale jutro rano będziesz musiała to zrobić," powiedział i wyszedł zostawiając ją samą. Kładąc się do łóżka ponownie spróbowała przypomnieć sobie co się wydarzyło w ciągu ostatniego dnia. Ponownie tylko strzępki wracały tworząc bardzo niekompletny obraz zdarzeń. Nawet po kilku próbach nic wartościowego nie wróciło tylko coraz to kolejne strzępy obrazów, dźwięków. Zrezygnowana przymkneła oczy i w miarę szybko usneła.

W czasie kiedy spała do unoszącej się niedaleko pałacu wyspy został wezwany kapitan imperialnej straży Excelii, który zjawił się dość szybko.

"Witaj królowo," zaczął Nichyia kłaniając się przed obecną w komnacie władczynią.

"Witaj," odpowiedziała Shagotte.

"Więc w jakim celu zostałem wezwany?" spytał kiedy znów stał wyprostowany.

"Za kilka dni ludzie podejmą kolejny raz użycia Animy. Chcę abyś z małym oddziałem naszych wojsk był obecny w przy tym," odpowiedziała. "Sprawię, że poprzez jej użycie sprowadzą potężną bestię z innego świata. Kiedy się ona zjawi macie niezależnie co się będzie działo wokół was zachować spokój, opanowanie i nie podejmować żadnych działań prowokujących ją do zaatakowania was. Dopóki żaden z was nie okaże wrogich zamiarów w stosunku do niej będziecie bezpieczni. A kiedy już zobaczysz iż zaczyna się uspokojać masz sprowadzić ją tutaj. Zrozumiałeś wszystko?"

"Tak jest królowo," powiedział exceed. "To wszystko?"

"Nie. Jako, że bestia zabije kilkoro z ludzi, których i tak zamierzałam zabić aby przypomnieć tym głupim ludziom kto jest tu boginią możesz wykorzystać to w celu umocnienia mojego autorytetu. Także udaj się na zachód i odszukaj kobietę zwaną Wendy Veilio. Oznajm jej, że Shagotte chce się z nią spotkać. Jeśli odmówiłaby dodaj, że w takim razie zapraszam Lilli'th," powiedział i wykonała gest dłonią odsyłający stojącego przed nią dowódcę.

"Wedle rozkazu," Nichya ukłonił się kolejny raz i opuścił salę. Pare minut później na salę weszła czwórka starszyzny (elders), którzy przez dłuższy czas za zamkniętymi drzwiami naradzali się z królową co do kolejnych posunięć.

Następnego ranka Knightwalker udała się do Byro woląc mieć to już za sobą. Mimo przespania całej nocy bez żadnych incydentów wspomnienia poprzedniego dnia były równie mglista jak poprzedniego wieczora. Na szczęście sama sprawa zdjęcia pieczęci przebiegła bez większych kłopotów pomijając kilkukrotne próby zdjęciem zaklęcia. Przy pierwszym przedmiocie niższy mężczyzna nawet zaczął podejrzewać, że coś się stało Erzie jednak ta zbyła to składając to na karb ciężkich ostatnich dni szczególnie poprzedniego. Co było częściową prawdą bo mimo braku jasnych wspomnień czuła się wciąż wykończona jakby przez wiele godzin biegała lub wykonywała ciężkie ćwiczenia.

"Ciężki dzień?" zaczepił przechadzającą się po pałacowych ogrodach łowczynię wróżek olbrzymi exceed. Spojrzała na niego chwilę zanim nie odpowiedziała.

"Nic ci do tego," odwracając się od niego ruszyła dalej rozmyślając nad przyczynami braku wspomnień i stanu zmęczenia jaki odczuwała poprzedniego wieczoru.

"Jak pościg za Fairy Tail?" Pantherlily zadał kolejne pytanie. Słysząc je zatrzymała się i spojrzała w jego stronę. Wspomnienie niebieskowłosego mężczyzny trzymającego ją za ramię przemkneło jej przed oczami i równocześnie poczuła na chwilę ciepło promieniujące z okolicy jej serca.

"Wciąż trwa," odparła próbując zrozumieć co właśnie sobie przypomniała.

"Dziwnie dziś wyglądasz i zachowujesz się," stwierdził duży exceed i odwróciwszy się zaczął oddalać się od niej. Przez chwilę stała zanim nie krzykneła za nim.

"W jakim sensie inaczej?"

"Jakbyś była inną osobą," powiedział ale ledwo to usłyszała.

"Inna osoba?" ponownie kolejne wspomnienie przemkneło jej przed oczami. Znajdowała się w jakiejś budowli zbudowanej z kryształów i był tam mężczyzna o różowych włosach mówiący coś do niej. Coś jak pytanie co się z nią stało. Potem wspomnienie mężczyzny z tatuażem na twarzy.

"Książę Jellal," wymamrotała pod nosem wracając do wspomnień sprzed wielu lat kiedy syn króla zniknął w trakcie jednego z użyć Animy. Kontynując przechadzanie się po ogrodzie zauważyła pewną zmianę. Jeszcze pare dni temu jej zmysły były wyostrzone a od wczoraj zdawały się być znów przytępione niemal jak kiedyś zanim miała wszczepione lakrimy.

"Rufus..." kolejne wspomnienie przemkneło jej przed oczami, w którym była unieruchomiona i kilka osób gdzieś nad nią rozmawiało. Któreś z nich zostało tak nazwane. Siadając na pobliskiej z ławek chwilę odpoczeła a przechodzący koło dwaj strażnicy właśnie rozmawiali o dziwnym zdarzeniu w lochu. O tym jak w celi gdzie była uwięziona kobieta pojawił się nagle nieznany mężczyzna, który dotychczas nie powiedział nic nawet skąd się tam wziął.

"Może powinnam nieco odpocząć zajmując się czymś jak na przykład odwiedzeniem lochów," powiedziała do siebie uśmiechając się złowieszczo. To, że strażnicy więzienni nie mogli wyciągnąć nic z tego więźnia nie znaczyło, że jej pójdzie tak samo. W dodatku byłoby to dobre spędzenie czasu pozwalające uniknąć spotkania z Byro.

"Minerwa?" zatrzymała się na schodach prowadzących w dół widząc idącą w przeciwnym kierunku kobietę o ciemno purpurowych włosach sięgających do pośladków. Część z nich była upięta w dwa koki z krótkimi warkoczami po bokach głowy.

"Co?" odpowiedziała wyraźnie wściekła Ceriale.

"Taki trudny do przesłuchiwania?" spytała z lekką złośliwością domyślając się skąd wracała jej podwładna. "A może nie przyłożyłaś się do tortur?"

Zielonooka kobieta nic nie odpowiedziała mamrocząc jakieś przekleństwa pod nosem i bez słowa wymineła Knightwalker i znikneła w drzwiach na szczycie schodów. "Więc jednak nie przycisneła go wystarczająco mocno," powiedziała pod nosem i ruszyła w dół schodami.

Pare godzin później Knightwalker wyszła z lochu zła i wściekła. Osobnik, który został znaleziony w celi gdzie przebywała dotychczas zielonowłosa mroczna magini wciąż milczał. Czy to na pytanie gdzie znikneła Karen Veilio lub kim on jest tylko wybuchał śmiechem. Także dotychczasowe tortury jakim go poddała nie zmusiły go do mówienia poza jednym pytaniem jakie zadał kilka razy.

"Czyżby twoje zmysły przytępiły się?" ze zwieszoną głową spytał Rufus. Słysząc jak tylko zaczeła szybciej oddychać i zbliżając się do niego ponownie uderzyła go silnie tylko poruszył się nieco pod wpływem uderzenia. O tak mimo, że nie była najgorsza w torturowaniu ludzi dla niego to było jeszcze nic. Dopóki nie zaczeliby używać do tego magii był w stanie wytrzymać nawet wiele godzin tradycyjnie prowadzonych tortur. Chcieli wyciągnać z niego informacje więc musieli go zachować w dobrym stanie.

"Kiedy będziesz w stanie odpowiedzieć na moje pytanie pomyślę nad twoim," zawołał za nią kiedy szła ku schodom prowadzącym na wyższe piętra.

'Przytępione zmysły,' to kolejna rzecz, która ją trapiła. Dopiero kilka godzin wcześniej zaczeła podejrzewać to a tamten mężczyzna wiedział o tym mimo, że jeszcze nawet o tym nikomu nie wspomniała. Nawet o tym, że miała do niedawna wyostrzone zmysły nie wiedziało zbyt wiele osób w pałacu. Więc skąd miał tą wiedzę?

Kierując się ku głównej bramie opuściła teren zamku kierując się ku położonemu obok parkowi rozrywki. Tam spacerując pomiędzy kolejnymi atrakcjami wpadła na grupę kilku osób, które zanim ją zobaczyli i uciekli natychmiast po rozpoznaniu kim jest, rozmawiali o planach na przyszłość.

'Znaleść sobie kogoś,' zatrzymała się na chwilę zamyślając się nad zasłyszanym urywkiem rozmowy. 'Nawet jeśli bym chciała znaleść partnera to nie teraz. Muszę jeszcze dokończyć pare spraw,' znów zaczeła powoli iść przed siebie.

'Musiałby być poza tym być wyjątkowym człowiekiem,' przed oczami na chwilę jej mignął obraz niebieskowłosego mężczyzny. 'Nie książę nawet nie wiadomo gdzie zniknął,' potrząsneła głową.

'Musiałby być silny. Tak silniejszy, potężniejszy ode mnie. Ale przecież taki mężczyzna nie istnieje w tym świecie,' kolejny raz migneło jej wspomnienie mężczyzny ale tym razem była to w zasadzie sama twarz. Twarz, na której nie było tatuaża, o niebieskich oczach.

'Nie istnieje,' kilkukrotnie powtórzyła w myślach ale za każdym razem poprzednie wspomnienie jakby na złość wracało. Wracając do pałacu ponownie udała się do lochów. Noc już zapadała na zewnątrz kiedy opuszczała je jednak wciąż nie posuneła się ani o krok w rozwikłaniu zagadki. Nawet zjawienie się niemal na koniec Ceriale, która pomogła jej zastosować bardziej finezyjne tortury nie zmusiło mężczyzny do powiedzenia co chciały.

'Jak nie dziś to jutro zacznie mówić,' pomyślała idąc do swojej komnaty. Rankiem obudziła się wypoczęta i gotowa do kolejnego dnia spędzonego w lochach. Jedynie lekko była zaniepokojona snem, w którym pojawił się mężczyzna o niebieskich włosach i oczach. Także słyszała jakiś głos brzmiący jakby ktoś ją przedrzeźniał w dodatku czyniący niestosowne uwagi a co bardziej zagadkowe był jakby lekko zmienionym jej własnym głosem.

Niestety także i ten dzień nie przyniósł żadnego postępu. Mimo, że więzień zdawał się coraz bardziej odczuwać skutki tortur nie powiedział nic wartościowego. Erza zaczyła podziwiać jego odporność na wszystko czemu go wraz z Minerwą poddawała. Może powinny były zacząć stosować bardziej wyrafinowane techniki lub po prostu zostawić go więziennym katom, którzy mogliby go niechcący zabić zanim powiedziałby wszystko. Dni mijały a więzień nie mówił nic nowego.

"Jutro ponownie użyjemy Animy," usłyszała szóstego może siódmego dnia po powrocie kiedy spotkała pod wieczór Hugesa. "Poza tym koniecznie powinnaś zobaczyć nową atrakcję, którą dodano wczoraj do parku. Niesamowita po prostu niesamowita," jak zwykle się zachwycał kolejną nowinką na co Knightwalker tylko wzruszyła ramionami i ruszyła w swoją stronę.

Następnego ranka wróciły wojska, które wyruszyły wiele dni wcześniej razem z Knightwalker. Widząc swoją dowódczynię już w stolicy niektórzy z żołnierzy zaczeli pokątnie snuć teorie jak pomimo udania się dalej tropem, którym podążali zdołała wrócić przed nimi pomimo nie posiadania ze sobą legiona. Plotki te dość szybko dotarły do doradców króla, który postanowił wyjaśnić tą sprawę zaraz po tym jak zostanie kolejny raz użyta Anima.

"Co oni tutaj robią?" Byro spytał Coco spoglądając na lądującą w pobliżu platformy gdzie miała się zjawić lakrima grupę exceedów pod dowódctwem Nichyi.

"Zaraz sprawdzę," ostatnia część jej odpowiedzi dotarła już z pewnego oddalenia kiedy poruszając się jak zwykle migiem zmierzała ku oddziałowi z Excelii.

"Coś się stało?" spytała się zanim całkiem zatrzymała się przed grupą skrzydlatych kotów.

"Przybyliśmy tu z rozkazu jej wysokości bogini Shagotte. Kontynujcie jakby nas tu nie było," spojrzał w bok w kierunku klęczących przed nimi dość sporą grupą członków królewskiej armii. "Możecie już wstać, tylko kilkoro wybranych spośród was zginie niedługo."

Słysząc to niektórzy klęczących zaczeli cicho między sobą szeptać. Mimo to wykonali polecenie dowódcy gwardii Excelii, który po chwili zastanowienia wskazał palcem na kilkoro z ludzi jakby od niechcenia mówiąc, że nie zobaczą zachodu słońca.

"Ciekawe jak królowa planuje zabić kogokolwiek teraz? Musiałby się zdarzyć cud aby ktoś teraz zginął," powiedział blondwłosy dowódca do purpurowłosego mężczyzny stojącego koło niego w jakiejś odległości od stojących spokojnie excedów.

"Niesamowite. Aż czuję ciarki ekscytacji na myśl, że spróbuje tu i teraz zabić kogoś z nas," odparł całkiem nie zmartwiony Huges.

"Powiedział, że po prostu przybyli z rozkazu ich królowej. Jednak pośród armii szerzą się pogłoski, że Shagotte chce zabić kilkoro z nas. Nawet wskazali kilkoro z naszych," Coco złożyła raport Byro zanim znów ruszyła w kierunku zgromadzonego tłumu.

"Interesujące," powiedział do siebie niski mężczyzna i dał znak aby zacząć. Na początku wszystko przebiegało spokojnie i bez żadnych zakłóceń. Wir międzywymiarowy otworzył się po obu stronach i powoli acz metodycznie zaczął wysysać wszystko z Earthland-u co miało nieszczęście znaleść się pod nim. W Edolas na platformie powoli zaczęła się formować podstawa olbrzymiego kryształu. Pośród zgromadzonych zaczeły się rozchodzić stłumione szepty na temat wielkości krystału jaki się uformuje. Po paru minutach wir zaczął się deformować jak gdyby dławił się lub zatkał zbyt dużym obiektem.

"Co się dzieje?" Coco zaczeła biegać wokół Byro zniepokojona dziwnym zachowaniem Animy.

"Nie zdarzyło się to dotychczas," odparł niski mężczyzna. "Pewnie coś olbrzymiego właśnie jest wssysane. Powinno zaraz się uspokoić."

Chwilę potem jak na potwierdzenie jego słów wir zaczął powoli wracać do swojego poprzedniego kształtu a na kryształowej podstawie w kilka sekund pojawiła się duża część kryształu. Na to wśród zgromadzonych rozszedł się jęk zachwytu nad olbrzymim rozmiarem jaki już miała wciąż rosnąca lakrima. Pare minut potem wir zaczął się kurczyć aż całkiem zniknął.

"Niesamowite. Cóż za rozmiar. Uzyskana z niej energia magiczna powinna starczyć na bardzo długo," spoglądając w stronę pobliskiego kryształu stwierdził Huges.

"Naprawdę. Nie widziałem aby udało się nam uzyskać tak wielką dotychczas," nieco zbyt dramatycznie odpowiedział Sugarboy.

"Powiadom króla, że..." Byro urwał kiedy poczuł niewielki wstrząs. Po chwili ziemią zatrząsł kolejny niezbyt silny wstrząs.

"Co?" spojrzał w kierunku kryształu, z którego poczuł nadchodzący kolejny wstrząs tym razem znacznie mocniejszy. "Każ armii otoczyć kryształ," wydał rozkaz na co Coco natychmiast ruszyła.

Po paru minutach większość zgromadzonych żołnierzy królewskiej armii otoczyła kilkoma szeregami wokół platformę, na której stała lakrima. Niemal rytmicznie wokół niej rozchodziły się powoli nasilające się to słabnące wstrzący ziemii. Chwilę potem pośród stojących zaczeły się rozchodzić stłumione głosy.

"Co tam mówią?" Huges nieco zmartwił się kiedy pomyślał, że z kryształem coś się dzieje.

"Mówią, że niektórzy przysięgają jakby widzieli niemal tak olbrzymi jak sama lakrima kształt nieznacznie poruszający się wewnątrz," odpowiedział mu Sugarboy. "Inni twierdzą, że może to być coś co zostało wessane przez Animę."

"To niemożliwe. Nigdy nie wessała ona nic żywego i nigdy nie zdarzy się to," purpurowłosy dowódca stwierdził kiedy po kolejnym wstrząsie na krysztale pojawiła się niewielka rysa a mały kawałek niemal z samego szczytu odłamał się i spadł gdzieś pomiędzy stojących ludzi. Chwilę potem pośród stojących rozległ się krzyk i wokół miejsca gdzie spadł odłamek żołnierze się rozstąpili odsłaniając wijącego się w konwulsjach mężczyznę z odłamkiem wbitym w hełm a jego towarzysze rozpoznali w nim jednego ze wskazanych przez dowódcę exceedów.

"Co tam się dzieje?" powiedziała pod nosem zbliżająca się do zgromadzonych Knightwalker. Pomineła sam moment użycia Animy jednak zjawiła się chcąc na chwilę odpocząć od przesłuchiwania więźnia w lochu. Kolejny wstrząs przyniósł pojawienie się kolejnego pęknięcia niemal po drugiej stronie i powiększenie się pierwszego. Kolejny raz ktoś w tłumie nie zdążył na czas odskoczyć przed spadającym odłamkiem i kolejny z żołnierzy wzywał bezskutecznie pomocy próbując sięgnąć do wbitego w klatkę piersiową odłamka kryształu.

"Pomóżcie mu," krzyknął ktoś w tłumie jednak było już za późno. Kolejny mężczyzna ze wskazanych przez exceeda już przestał się ruszać. Niemal natychmiast wszyscy zaczeli się odsuwać od kryształu, którym wciąż wstrząsały niewielkie wstrząsy powoli poszerzające kilka istniejących pęknięć na jego powierzchni.

"Tam coś jest," rozeszło się pośród tłumu kiedy po kolejnym wstrząsie w jednym z pęknięć kilkoro żołnierzy dojrzało coś przypominające oko. Z pęknięć powoli zaczęła się rozchodzić niemal niezauważalna mgła.

"Aaaa. Zimne," powiedziało niemal naraz kilkoro ze stojących osób kiedy dotarły do nich rozprzestrzeniające się opary. W tym momencie jeden ze stojących na przedzie grupy excedów obrócił się i spojrzał na swojego kapitana.

"Spokojnie. Nasza władczyni mówiła, że nie mamy czego się obawiać. Zachowajcie spokój," powiedział stanowczym i opanowanym głosem Nichya na co reszta jego oddziału odetchneła z ulgą. Bo skoro sam ich dowódca nie okazywał nawet najmniejszych oznak strachu znaczyło, że i oni nie muszą się martwić choć niektórzy z nich przed chwilę jeszcze odczuwali niepokojące odczucia.

Wspomniany kapitan jednak pomimo nie okazywania na zewnątrz żadnych oznak wewnętrznie zaczynał doświadczać niepokojąco nieprzyjemnego uczucia. Tak jak powiedziała Shagotte ludzie sprowadzili jakąś obcą istotę. Jednak nawet z tej odległości mógł wyczuć bez problemu aurę energię magiczną jaka biła od niej. Ludzie zgromadzeni wokół nie byli w stanie poczuć i przez moment im nawet zazdrościł. Nigdy dotychczas nie spotkał żadnej żywej istoty, która by była zdolna roztaczać wokół siebie tej przytłaczającą, zimną, niemal pierwotną i wszechmocną moc, która powoli sączyła się z pękniętej lakrimy. Już teraz kiedy kawałki lakrimy wciąż blokowały część aury czuł, prawdziwie obcą naturę tej istoty. Czyżby królowa się pomyliła i ludzie sprowadzili coś co zniszczy cały ich świat?

Kryształ w końcu pękł na pięć może sześć większych kawałków a z wnętrza natychmiast wydostała się olbrzymia ilość chłodnego powietrza. Stojący żołnierze ponownie cofneli się kiedy ich dwóch dowódcy, Byro i Coco stali jak zamurowani obserwując co się dzieje przed ich oczami. Pozostała dwójka dowódców stała rozmyślając: ona próbując wyjaśnić dziwne wrażenie znania tej bestii skądś a on co do kolejnych kroków jakie powinien podjąć bo jak pobliskie exceedy czuł promieniującej z niej energię magiczną. Czyżby w końcu istoty po drugiej strony animy wysłały tylko zwiadowcę czy i kata w jednej osobie? 'Jaki jest udział królowej w tym zdarzeniu? Nigdy wcześniej nie wysyłała swoich wojsk z powodu otwarcia animy więc wiedziała co się stanie.'

Przez dłużącą się w nieskończoność chwilę panowała nieznośna cisza, w czasie której opary zaczynały powoli rozwiewać się i zanikać. Wtedy rozległ się wokół mącący zapadłą ciszę donośny ryk dochodzący z wnętrza pękniętej lakrymy i ze środka na krawędzi jednego z kawałków pękniętego kryształu pojawiła się olbrzymia pokrytał łuskami łapa. Po niej na innym kawałku po drugiej stronie pęknięcia pojawiła się druga łapa. Za nimi spomiędzy kawałków kryształu zaczął się wyłaniać olbrzymi gadzi łeb. Wszyscy ludzie stali wciąż oszołomieni nawet kiedy olbrzymia bestia wyłoniła się cała stawiając jedną potem drugą łapę wprost pomiędzy zgromadzonymi członkami królewskiej armii. Kolejny raz kilkoro żołnierzy wydało krótki urwany jęk kiedy olbrzymi skrzydlaty gad ich zgniótł stając wprost na nich.

"Olbrzymia," powiedział Nichya patrząc z pewnej odległości na istotę, która zdawało się bez pośpiechu wydostawała z lakrimy. Pomijając przytłaczającą aure niespotykanie czystej i skoncentrowanej energi magicznej jaką roztaczała wokół siebie musiał przyznać iż posiadała swego rodzaju piękno i majestat ruchów.

Powoli nie śpiesząc się potrząsnął łbem próbując pozbyć się uczucia otumanienia po przekroczeniu bariery światów. Potem wolno rozciągnął jedną rękę, a następnie drugą. Następne w kolejności były skrzydła, które rozłożył maksymalnie aby potem złożyć na tyle starannie na ile jego wciąż lekko zamroczony umysł pozwolił. Na końcu zajął się rozciągnięciem obu nóg przy okazji zauważając, że na coś znaczy się kogoś musiał niechcący nastąpić wychodząc z kryształu. Potrząsając nimi zrzucił resztki ciał i wtedy powoli usiadł. Owinąłwszy ogon wokół siebie zaczął w końcu powoli wodzić wzrokiem po zgromadzonych przed nim na ziemi ludzmi wciąż odczuwając ustępujące powoli objawy oszołomienia. Było to niemal takie uczucie jakby przebył dłuższą drogę jakimś pojazdem.

---

"Czemu pytasz?" po dłuższej chwili spytał.

"Muszę się coś upewnić. I tylko osobiście wybierając się tam będę mógł to zrobić," bez pośpiechu odpowiedział. "Więc jest jakiś bezpieczny sposób, poza byciem rozerwanym na kawałki i wessanym jak widziałem sam, przejścia?"

"Tak. Chodź skoro jesteś zabójcą smoków może nie do końca działać na ciebie. Mimo to chcesz spróbować?" na pytanie Kruk kiwnął tylko potakująco głową. "Co jest tak ważne, że gotowy jesteś przekroczyć barierę między światami?"

"Obietnica. A ja je zawsze dotrzymuję," pewnym głosem odparł Arik.

"Komu ją złożyłeś?"

"Czy to ważne komu?" odpowiedział pytaniem na pytanie.

"Tak jeśli chcesz abym ci pomógł," odparł Mystogan.

"Komuś kto jak twierdziła przybyła z Edolas w jakiś niezrozumiały sposób. Potem porwała ją jedna z mniej przyjemnych mrocznych gildii i prawdopodobnie odesłała. Jednak nie mam pewności więc chcę sprawdzić abym nie czuł wyrzutów sumienia po złamanej obietnicy," mówił jak szli powoli oddalając się od miasta za nimi.

"Przedstawiła się jakkolwiek chociaż czy tylko znasz jej wygląd?"

"Znam wygląd i jak się nazywa. Erza Knightwalker," odpowiedział mu.

"Knightwalker?" Mystogan na chwilę się zatrzymał. "Jesteś pewien, że właśnie ją spotkałeś?"

"Czasem impulsywna, uparta, podejrzliwa. Nie wiem na ile to zachowanie było wywołane pobytem tutaj a na ile było to jej normalne zachowanie." Również się zatrzymał i spojrzał w stronę maga mgły. "Dobrze ją znasz czy tylko tak zareagowałeś na to imię?"

"Kiedy wciąż żyłem w moim świecie została dowódcą jednej z dywizji królewskiej armii. Dość podobnie się zachowywała jak opisałeś," znów ruszył. "A co potem jak ją tam odnajdziesz?"

"Wrócę. Możliwe, że podobnie jak ty dostałeś się do naszego świata stamtąd," zamyślił się. "Macie tam jakieś niebezpieczne gatunki istot? Wspominała coś o jakiejś bogini."

"Shagotte. Nie wydawała mi się za moich czasów aż taka groźna. Oczywiście wszyscy ludzie wiedzieli iż potrafiła zabić jeśli zaszła by taka potrzeba jednak teraz myślę iż robiła to tylko aby zapewnić bezpieczeństwo swoim podwładnym," po czym Arik spytał o coś więcej na temat jej rasy Jellal kontynuował. "Wyglądają jak niewielkie gadające koty chodzące na tylnich łapach. Gildia, której jestem teraz członkiem zdaje się posiadać jednego z nich. Jest niebieski i wołają na niego...Happy."

"Jak pomyśleć kilkoro naszych członków także ma niewielkie gadające koty. Nie wiem zbyt wiele na ich temat. Po prostu pare lat temu zjawiły się i szybko zostały członkami gildii," czując iż powoli zbaczają z tematu kontynuował po chwili przerwy. "Ale przecież nie szukałem ciebie aby rozmawiać o kotach nawet jeśli potrafią mówić. Skoro wiesz kogo chcę odszukać tam czy mogę liczyć iż pomożesz mi?"

Mystogan chwilę szedł milcząc zanim odpowiedział. "Pomogę i w zamian za tą przysługę kiedyś ty pomożesz mi."

"Oczywiście. Więc muszę jakoś się przygotować zanim pojawi się kolejna Anima?"

"Będziesz musiał do czasu kiedy znajdziemy jedną podróżować ze mną. Czy będzie to duży problem dla ciebie? Przygotowania nie powinny zabrać więcej niż pół dnia."

"W takim razie muszę zajrzeć na chwilę do Hargeon. Bo chyba nawet jak szybko znajdziemy Animę powrót może potrwać nieco. Wolę uporządkować chwilo tutejsze sprawy zanim udam się do innego świata," odpowiedział na co jego rozmówca zgodził się na udanie się w kierunku portowego miasteczka.

"Witaj ojcze," zaczął kiedy odszukał starszego Kruka.

"Arik. Myślałem, że dłużej zajmie ci podróżowanie po kraju zanim wrócisz do siedziby," odparł Bruce po czym przywitał się z synem.

"Pamiętasz jak pare dni temu przebywałem z tą osobą, która twierdziłą iż nie pochodzi z naszego świata?" ojcie przytaknął na co kontynuował. "Jak wiesz obiecałem upewnić się, że jest bezpieczna tak więc z pomocą jednego z tutejszych magów," tu wskazał w kierunku stoją cego obok Mystogana, "udam się do świata skąd pochodziła."

"A zajrzałeś tutaj bo?"

"Nie wiem ile czasu zajmie znalezienie przejścia na tamtą stronę a potem jak ją odnajdę powrotnego przejścia. Tak więc wolałbym aby pieczę na moim rejonem kontynentu przejął jeden z moich młodszych braci," na chwilę wciągnął powietrze.

"Nie masz co szukać. Kazuki trochę po twoim wyjściu udał się w drogę powrotną do siedziby gildii w Caelum," powiedział starszy Kruk. "Inni bracia powinni być w swoich lokalnych siedzibach gildii."

"Hmm," zamyślił się młodszy mężczyzna. "Ściągać ich byłoby większym kłopotem niż zawrócenie pisklaka Kazukiego. Mógłbyś to zrobić? Proszę."

"Nie będzie zadowolony tym ale mogę spróbować," odparł ojciec.

"Jak wróci powiedz iż w zamian jak sam będzie potrzebował nieco wolnego sam się zajmę jego terytorium," powiedział i pożegnawszy się z Brucem wraz z Jellalem opuścili budynek.

"Możemy się teraz zająć przygotowaniami?" spytał idącego obok maga mgły kiedy szli ulicami Hargeon ku wyjściu z miasta na co tamtem kiwnął tylko głową potakująco.

"Kim był ten przystojniak z Arikiem?" Bruce usłyszał za sobą kobiecy głos. Obracając się powoli zobaczył stojącą Giannę opartą o ścianę. "No co miał bardzo intrygujący zapach."

"Ehh Yagyu lepiej wziełabyś jakąś robotę i ją wykonała niż kręcić się po budynku," westchnął Kruk. "W zasadzie każdy członek tutejszej części gildii wykonał już chociaż jedne zadanie a ty wciąż przebierasz pomiędzy dostępnymi robotami nie wybierając nic dla siebie."

"Gianna po prostu czeka na odpowiednią robotę," zaśmiała się niewielka kotka o złotej sierści ubrana w dość skąpy ubiór przypominający top i mini oba w barwach różu podobnego do koloru jej oczu. "Nie może rzucać się na jakąkolwiek, prawda?"

"Oczywiście Hitomi," odparła pioruniczna zabójczyni. "Trzeba wybierać zadanie posiadające styl. Apropo czyżby Kazuki mimo iż niedawno opuścił nas miał wrócić aby stąd doglądać sytuacji na obu terytoriach?"

"Jeśli się zgodzi," odpowiedział i ruszywszy przed siebie minał ją, "o ile się zgodzi."

"Na pewno się zgodzi," kiedy już oddalił się stwierdziła kotka. "A jak się zjawi będzie można się nieco z nim 'pobawić', co nie?"

"Oczywiście," odparła Yagyu i ruszyłą w kierunku swojego pokoju. "Muszę się chyba przebrać aby nie pokazać się mu w tak kiepskich ciuchach..."

"Nom. O ile nie zawrócą wraz z nim Izabeli..." wtrąciła Hitomi.

"Nie." Zatrzymała się. "Nawet nie wspominaj o tej mdłej, bezbarwnej i podejrzanie kobiecie. Kazuki powinien był mnie wybrać na swoją narzeczoną. Razem moglibyśmy zrobić tylko znacznie 'przyjemniejszych' rzeczy niż z tamtą bibliotekarką."

"Więc może i lepiej, że mu przydzielili jakąś szarą myszkę, prawda? Tym łatwiej będzie ci zdobyć co chcesz w razie jak będzie zbliżał się 'ten czas'."

"Tak. Choć nie wiem czy ustatkowanie się mi pasuje," westchneła Gianna znów idąc. "Choć jeśli zostałby wybrany cała ta władza w gildii jaką miałby on i jego partnerka jest kusząca. Tak jednak zdecydowanie muszę się przebrać..."

Caelum, północne wybrzeże Matutinus, okolice Spes

Trójka mężczyzn podróżowała powozem kiedy nagle woźnica zatrzymał się.

"Coś się stało?" wyjrzał jeden z nich i usłyszał iż kawałek przed nimi na drodze leży jakieś ciało.

"Powiedział że drogę zagradza nam jakaś padlina," powiedział do pozostałej dwójki towarzyszy. Chwilę potem usłyszeli odgłos zeskakiwania na ziemie z powozu i oddalające się kroki.

"To zły znak," nieco przestraszony stwierdził drugi z mężczyzn średniego wzrostu w porównaniu do pozostałej dwójki.

"Ty wszędzie widzisz złe omeny. Tydzień temu w karczmie, trzy dni temu w... " zwrócił się do trzeciego z obecnych, "gdzie to było?"

"W pobliskiej siedzibie jednej z miejscowych gildii," odparł.

"No widzisz. Wszędzie tylko widzisz oznaki pecha, nieszczęscia i wszystkiego co najgorsze," żywo gestykulując na poparcie swoich słów mówił pośredniego wzrostu z ich trzech. Kiedy zrobił przerwę przed kolejną tyradą w przód powozu coś z hukiem uderzyło.

"No i co znowu?"

"To nie jest dobry znak," zawyrokował przesądny z pasażerów.

"Nonsen..." przerwał kiedy usłyszał rżenie koni. Kiedy towarzysz znów próbował przebąknąć coś o pechu przerwał mu. "Znów te twoje strachy. Zobacz wyjdę z powozu i okaże się, że wszystko jest w porządku."

"Tak jak myślałem," powiedział po dłuższej chwili kiedy po znalezieniu się na zewnątrz spojrzał przed konie. Mimo, że nie rżały już tak głośno jak przed chwilą wciąż wydawały się niespokojne i przestępywały z kopyta na kopyto.

'Gdzie tego woźnicę wcieło?' pomyślał mężczyzna zrobiwszy kilka kroków w kierunku przodu wozu. Wtedy to zauważył jakiś ruch kątem oka więc obrócił głowę w tamtym kierunku.

"Co za?" wymamrotał kiedy pod znajdującym się blisko skraju drzewem zauważył jakąś postać wokół, której zdawało się kłębiły cienie. Przez chwilę patrzył  w jej zdawało się białe oczy zanim nie dosłownie wtopiła się w cień rzucany na ziemii. Siedzący w powozie milczący osobnik nieznacznie się poruszył.

"Magia," powiedział cicho na co drugi z wciąż będących w środku spojrzał w jego kierunku. "Ktoś w pobliżu użył magii."

W tym czasie ich kompan na zewnątrz zdążył dotrzeć do przodu wozu i spojrzawszy na miejsce gdzie normalnie siedział woźnica zamarł. Już wiedział co to był za hałas przed chwilą. Woźnica, którego nie zauważył po wyjściu a właściwie nie on ale jego... resztki leżały. Krew sącząca się z otwartych ran zaczeła powoli skapywać na ziemię. Wtedy znów gdzieś na granicy percepcji zauważył jakiś ruch.

"Nieeee," jego krzyk dotarł do pozostałej dwójki kiedy ponownie coś uderzyło o bok powozu tym razem jednak znacznie mocnie tak, że na chwilę się przechylił i po zabalansowaniu znów z hukiem stanął na wszystkich kołach. Potem doszedł ich głos jakby zgniatania a następnie rozrywania czegoś.

"Mroczna magia," zdołał krzyknąć wyższy z mężczyzn w środku zanim cały wóz dosłownie wywrócił się na bok po kolejnym uderzeniu. W chaosie niższy z nich wyczołgał się i nie oglądając się za siebie ruszył gdzieś w kierunku pól. Mag po wydostaniu się na zewnątrz rozglądając się wokół ruszył nieco wolniej przygotowując się na ewentualny atak.

Wtedy zza przewróconego powozu wyłoniło się 'coś'. Trafne określenie jak sam stwierdził w myślach na coś co zdawało się być amalgamatem kilkorga ludzi połączonych w groteskowy sposób. Stojąc na pięciu nogach z kolejnymi dwoma nienaturalnie wydłużonymi, które co jakiś czas dotykały ziemi i znów się podnosiły, niesymetrycznym korpusem z którego gdzieś w okolicy prawej piersi spoglądała na niego twarz. Na karku jeśli tak można to było nazwać była jedna zwykła głowa i druga na nienaturalnie wydłużonej szyji głowa posiadająca z boku twarzy jakby doklejoną połowę drugiej. Gdzieś z pleców wyrastały dwa groteskowo przerośnięte ramiona zakończone trzema i siedmioma palcami zaś w miescu normalnych ramion z lewej strony wyrastała para całkowicie normalnych ludzkich ramion ale z prawej było coś co prawdopodobnie było kiedyś ramieniem a teraz miało wygląd olbrzymiej kościanego ostrza umocowanego na krótkim fragmencie kończyny.

"Świe..ż..e mię...so," wymamrotał stwór kiedy powoli obchodził leżący wóz aż nic nie odgradzało go od maga, który zachowując ostrożność spojrzał w bok. Obok paru wciąż wijących się po nagłym przewróceniu na bok koni uwiązanych do uprzeży na ziemi leżały resztki ich woźnicy. Mężczyznę, który wcześniej wyszedł nie widział nigdzie w polu widzenia.

"Miąż..dży...ć," znów wydukał kolejne słowo stwór kiedy nieco pochyliwszy się ruszył wprost na swój cel rozchylając nieco ramiona i układając poziomo ramię z ostrzem. Koncentrując się i zaczerpnąwszy nieco własnej energii magicznej użył jedną z dwóch magii jakie znał. Szarżujący potwór nawet nie zwalniając przeniknął przez niego nie wyrządzająć mu żadnej krzywdy. Wiele metrów za nim dopiero się zatrzymał jakby dopiero teraz zauważył iż dawno minął swój cel. Wykorzystując ten moment mag ruszył biegem do przewróconego wozu.

W tym samym czasie jego kompan mamrocząc coś o pechu uciekał przez pole nie patrząc nawet gdzie biegnie aż wpadł na coś i przewrócił się. Spanikowany spojrzał w górę widząc postać mającą może z dwa metry ubraną w ciemnoszary metaliczny pancerz zbudowany z wielu płytek w kształcie łusek. Hełm był złożony z większych kawałków również uformowanych na kształt łusek nie posiadający żadnych elementów dekoracyjnych. Twarz skrywały dwa duże kawałki pancerza lekko zachodzące na siebie tak, że nawet oczy były ukryte za półprzezroczystymi kryształami osadzonymi w płycie tworzącej maskę. Wokół tajemniczego rycerza dodatkowo zdawały się wciąż wić cienie, które wraz ze stanem przerażenia sprawiały iż nie wiedział czy w środku był mężczyzna czy też kobieta.

"Kolejna śmierć i kolejny trup...," w końcu osobnik odezwał się niski męskim głosem sprawiając wrażenie jakby się wpatrywał w kulącego się ze strachu przed nim na ziemi człowieka.

"Jjaaa?" zdołal wymamrotać mężczyzna.

"A widzisz tu kogoś innego?" rycerz powoli wyciągnał prawe ramię jakby sięgął po coś z boku. Chwilę potem w jego dłoni zmaterailizowała się dwumetrowa obusieczna włócznia.
arrow_back Previous

Age Verification Required

This website contains adult content. You must be 18 years or older to access this site.

Are you 18 years of age or older?